Zadbam o to, żeby przy awarii dzwonili do Ciebie – a przy remoncie wybierali Twoją wycenę.
Koniec z tym, że raz telefon urywa się od zgłoszeń, a potem dwa dni ciszy. Zajmuję się jedną rzeczą: ściąganiem telefonów do firm hydraulicznych. Ty kręcisz i lutujesz, ja dbam o to, żeby było u kogo.
Pogadajmy o mojej firmie →Żadnych umów na rok. Żadnego lania wody. Pokazuję twarde liczby z kont reklamowych, a nie kolorowe prezentacje.
Wiem doskonale, jak to u Ciebie wygląda.
Telefon potrafi zadzwonić o 21:00, bo komuś pękła rura i woda leci do sąsiada. Wsiadasz i jedziesz, bo tak wygląda ta robota. A potem przychodzi tydzień, w którym dzwonią tylko ci, co chcą „darmową wycenę" i znikają.
Robisz porządnie. Nie zostawiasz fuszerki, przyjeżdżasz jak się umówisz, ludzie Cię polecają. A i tak awarię z Twojej ulicy bierze gość, który wcale nie jest lepszy – tylko wisiał wyżej w mapach, kiedy ktoś w panice szukał hydraulika.
Pewnie próbowałeś już to nagłośnić. Ktoś zrobił stronę, ktoś wrzucił ogłoszenia, ktoś obiecał pierwsze miejsce w Google. Obietnic dużo, telefonów mało. Zostały faktury i niesmak.
Wiem, jak to wygląda. I wiem, dlaczego tamto nie zadziałało.
Bo hydraulika to dwa różne telefony – a agencje znają tylko jeden.
Większość ludzi od marketingu puszcza reklamę na „usługi hydrauliczne" i uważa temat za zamknięty. Nie rozumieją, że do hydraulika dzwoni się na dwa zupełnie różne sposoby.
Pierwszy telefon to panika. Pękła rura, cieknie kran, zatkany pion – woda leci TERAZ. Ten człowiek nie porównuje ofert. Wpisuje „hydraulik [dzielnica]" i dzwoni z góry mapy do pierwszego, który wygląda, jakby mógł przyjechać dziś. Na drugiego nie czeka.
Drugi telefon to plan. Nowa łazienka, wymiana instalacji, ogrzewanie. Ten klient sprawdza: opinie, zdjęcia robót, czy wycena wygląda uczciwie. Dzwoni do dwóch, trzech firm i wybiera tę, która budzi zaufanie.
Zwykła agencja wrzuca oba światy do jednego worka, przepala budżet i chwali się „wyświetleniami". Ja rozdzielam te dwa telefony i ustawiam wszystko tak, żeby oba dzwoniły do Ciebie.
A jest jeszcze coś, czego nie powie Ci żadna agencja.
Bo sami się do tego nie przyznają. Większość agencji w ogóle się nie specjalizuje. Dziś obsługują ogrodnika, jutro sklep internetowy, pojutrze psiego fryzjera. A to są zupełnie różne światy — w jednym robotę robi social media, w drugim newsletter, a u Ciebie dzwoniący telefon z wizytówki i reklam w Google.
Wierzę, że taka agencja się stara. Ale jest nieskuteczna z prostego powodu: zanim zbierze dane o tym, co u Ciebie naprawdę działa — a te dane są na wagę złota — mijają miesiące, czasem lata. Cały ten czas płacisz za ich naukę. I zwykle wcześniej kończy Ci się cierpliwość niż im pomysły.
U mnie tego problemu nie ma, bo te dane już mam.
Nie wierzysz, że da się to wiedzieć z góry? To prosta matematyka. Marketing to nie magia, tylko dane — wygrywa ten, kto ma ich więcej w Twojej branży. Ja te niemal 150 tysięcy już przepaliłem, żeby wiedzieć, co działa. Ty dostajesz gotowy wynik, bez płacenia za moją drogę do niego.
Podejmując współpracę ze mną, nie kupujesz eksperymentu. Kupujesz lata doświadczenia i gotowy system telefonów z Google, który działa od pierwszego dnia.
Co realnie kupujesz? System telefonów z Google.
Nie pojedyncze usługi z cennika. Jeden, spójny system, który składałem latami na realnych danych z tych kampanii. Składa się na niego kilka rzeczy — każda dopięta tak, żeby na końcu robiła jedno: dzwoniący telefon.
Mapy Google, które wygrywają panikę
Przy pękniętej rurze klient dzwoni z mapy, nie ze strony. Poukładam Twoją wizytówkę tak, żeby przy „hydraulik [miasto/dzielnica]" pokazywała się wysoko i wyglądała na firmę, która odbierze i przyjedzie dziś.
Reklamy rozdzielone: awarie osobno, remonty osobno
Reklamy w Google na gorące hasła (pęknięta rura, cieknący kran, przepychanie) i osobno na planowane roboty (montaż, instalacje, łazienki) – tylko z Twojego obszaru dojazdu. Ani złotówki na kliknięcia z drugiego końca województwa.
Strona, która mówi „przyjadę i naprawię"
Wielki numer telefonu, jasne godziny i obszar dojazdu, zdjęcia robót i opinie dla tych, co planują remont. Tyle, żeby jeden klient od razu zadzwonił, a drugi pomyślał „temu można zaufać".
Sprawdzanie, czy ludzie naprawdę dzwonią
Liczę telefony, nie kliknięcia. Widzę, która reklama przyniosła awarię do naprawienia, a która tylko paliła kasę – i tę drugą gaszę.
Raport podany ludzkim językiem
Raz w miesiącu krótko: tyle na reklamy, tyle telefonów, tyle średnio kosztował klient. Bez tabel i wykresów.
To nie kilka osobnych usług. To jeden system, w którym każdy element wzmacnia pozostałe — i dlatego działa.
Sekret? Nie tylko nalewam wody. Łatam dziury.
Większość myśli, że marketing to wlewanie wody do lejka — im więcej ruchu, tym więcej klientów. Tylko że lejek przecieka. Możesz dokładać do reklam i lać coraz więcej, a na dół i tak kapie ledwie kropla.
Dosypywanie pieniędzy do takiego lejka to wlewanie wody do dziurawego wiadra. Dlatego ja zaczynam od czego innego: najpierw zatykam dziury.
Przekonaj się na liczbach
- Budżet Google Ads 2 000 zł
- Wejścia na stronę 1 000
- Konwersja 2%
- Zapytania 20
- Koszt jednego zapytania 100 zł
- Budżet Google Ads 2 000 zł
- Wejścia na stronę 1 000
- Konwersja 4%
- Zapytania 40
- Koszt jednego zapytania 50 zł
Obie firmy płacą Google dokładnie tyle samo. Jedna ma 20 telefonów, druga 40 — i to dwa razy taniej za każdy. Cała różnica? Dziurawe wiadro.
Na tym polega mój system: pilnuję każdego etapu — od reklamy, przez wizytówkę i stronę, po to, czy klient w ogóle do Ciebie oddzwoni. Bo na koniec dnia liczy się jedno: czy Twój telefon dzwoni.
Nie obiecuję. Pokazuję, jak jest.
To nie obrazki z internetu. Tak wyglądają realne wyniki firmy z branży wodnej – lokalizacja wycieków i osuszanie – którą prowadzę. Surowy zrzut z konta: telefony, koszty i co z tego wyszło.
Konto firmy z branży wodnej w Google Ads – realne kampanie awaryjne i realne telefony.
Ile czasu musisz mi dać? Pół godziny.
Dasz mi dostęp do strony czy wizytówki, krótki formularz wypełnisz w minutę. Potem 30 minut rozmowy – mówisz mi, jaki masz obszar dojazdu, czy wolisz awarie, czy większe instalacje, i jakich robót nie bierzesz.
I tyle. Ty wracasz do roboty, ja siadam u siebie i robię swoje. Jak będę czegoś potrzebował – krótki SMS. Bez zawracania głowy.
Dlaczego możesz mi zaufać?
- Nie obiecuję klientów „od jutra" — tak kuszą tylko ci, co biorą kasę i nie dowożą. Umawiam się na 6 miesięcy, bo tyle uczciwie trzeba, żeby to zapracowało. Zaangażowanie poznasz po tym, jak długo ktoś chce z Tobą pracować — nie po obietnicach na już.
- Nie uczę się Twojej branży za Twoje pieniądze. Wiem, że klient z pękniętą rurą i klient od nowej łazienki to dwa różne światy – i pod oba ustawiam osobne kampanie.
- Rozliczam się z efektu. Chcę tego samego co Ty – żeby telefon dzwonił i żeby to były roboty, na których zarabiasz.
- Mówię wprost, ile kosztuje moja praca. Zero ukrytych opłat, zero niespodzianek na fakturze.
Chcesz, żeby telefon dzwonił przy awariach i remontach?
Zostaw numer i wpisz adres strony albo wizytówki, jeśli masz. Zadzwonię, pogadamy chwilę i powiem prosto z mostu, co da się z tym zrobić. Bez ciśnienia i bez zobowiązań.
Wolisz od razu wybrać konkretną godzinę na rozmowę? Kliknij i zarezerwuj 15 minut →
Pytania, które pewnie masz
Ile to kosztuje?
Prosto: stała kwota miesięcznie za moją pracę, plus budżet, który w całości idzie do Google na reklamy. Jak ktoś obiecuje Ci klientów za 500 zł – uciekaj. Konkretną kwotę podam po krótkiej rozmowie, bo zależy od miasta i konkurencji.
Jak szybko będą klienci?
Przy awariach to działa szybko – pierwsze telefony z map i reklam potrafią ruszyć w kilkanaście dni. Roboty planowane, jak łazienki czy instalacje, rozkręcają się przez 2-3 miesiące, bo tam klient dłużej porównuje.
Muszę podpisać umowę na rok?
Nie na rok — umawiam się na minimum 6 miesięcy. I zaraz powiem, dlaczego to gra na Twoją korzyść, nie moją. Jeśli ktoś obiecuje, że zaleje Cię klientami „od jutra" — uciekaj. To ten sam typ, co już raz wziął kasę i nie dowiózł efektów. Pierwsze telefony z reklam przyjdą szybko, ale żeby cały system rozkręcił się w pełni — wizytówka wysoko w mapach, opinie, pozycje w Google — potrzeba 2-3 miesięcy. I z każdym kolejnym miesiącem działa mocniej, bo zbieram dane i skaluję to, co generuje efekt. To trochę jak z posadzonym drzewem: nie zerwiesz owoców tydzień po wkopaniu, ale jak dasz mu czas, to owocuje co roku. Te 6 miesięcy to nie smycz — to uczciwe minimum, żeby było co oceniać. Czas tu pracuje dla Ciebie. A zaangażowanie agencji poznasz po tym, jak długo chce z Tobą pracować — kto szuka tylko szybkich strzałów, ten nie myśli o Twojej firmie na dłużej.
Muszę się na tym znać?
Nie. Ty masz naprawiać i montować. Pilnowanie, żeby telefon dzwonił, to moja działka.
