Układam marketing dla firm budowlanych wokół zleceń, na których chcą pracować.
Sprawdzam, jakie zlecenia Twoja firma chce brać i jak inwestor ocenia wykonawcę. Na tej podstawie porządkuję realizacje, stronę i kampanie oraz mierzę jakość zapytań.
Pogadajmy o mojej firmie →Żadnych umów na rok. Żadnego lania wody. Pokazuję twarde liczby z kont reklamowych, a nie kolorowe prezentacje.
Wiem doskonale, jak to u Ciebie wygląda.
Ekipa na budowie, materiał miał być na wczoraj, inwestor dzwoni co godzinę – a Ty między jednym a drugim telefonem próbujesz jeszcze ogarnąć, skąd wezmą się zlecenia na jesień. Raz masz pełne ręce roboty, raz gonisz za czymkolwiek, żeby ludzie nie stali.
Robisz solidnie. Stawiasz tak, że się nie sypie, kończysz w terminie, ludzie polecają. A i tak ktoś, kto robi byle jak i obiecuje taniej, podbiera Ci zlecenia – bo akurat to jego inwestor znalazł pierwszego.
Pewnie próbowałeś już to nagłośnić. Ktoś zrobił stronę, ktoś wrzucił ogłoszenia, ktoś poklikał na Facebooku. Obietnic dużo, konkretnych zapytań mało. Zostały faktury i przekonanie, że szkoda zachodu.
Wiem, jak to wygląda. I wiem, dlaczego tamto nie zadziałało.
Bo zlecenia na budowę nie bierze się z marszu.
Większość ludzi od marketingu wrzuca Twoją firmę do jednego worka i puszcza „usługi budowlane” na oślep. Ściągają tym ludzi, którzy szukają najtaniej i będą się targować o każdą złotówkę.
A Twój dobry klient tak nie działa. Zanim w ogóle zadzwoni, sprawdza. Ogląda zdjęcia tego, co już zrobiłeś, czyta opinie, patrzy, czy wyglądasz na firmę, której można powierzyć dom albo remont za grube pieniądze. Dopiero jak go to przekona, dzwoni – do dwóch, trzech firm. Jak Cię nie znajdzie albo trafi na pustą stronę bez ani jednego zdjęcia, idzie dalej.
Zwykła agencja tego nie ogarnia. Puści reklamę na całe województwo, ściągnie poszukiwaczy taniochy i pochwali się „wyświetleniami”. A Ty dalej nie masz porządnych zapytań.
Ja ustawiam to tak, żeby trafiali do Ciebie ludzie już przekonani – i gotowi zapłacić za solidną robotę.
Co sprawdzam, zanim wydamy pierwszą złotówkę?
Najpierw sprawdzam, jakie usługi są dla Ciebie opłacalne, z jakiego obszaru chcesz klientów i co już pokazują konto, wizytówka oraz strona. Dopiero potem ustalamy kampanie.
Nie zakładam wyniku z góry. Po uruchomieniu zbieramy dane, omawiamy je regularnie i na nich opieramy kolejne decyzje.
I to akurat moja najmocniejsza działka.
Nie wierzysz, że da się to wiedzieć z góry? To prosta matematyka. Marketing to nie magia, tylko dane — wygrywa ten, kto ma ich więcej w Twojej branży. Ja te niemal 300 tysięcy przepaliłem przez dekadę, żeby wiedzieć, co działa. Ty dostajesz punkt odniesienia, bez płacenia za moją drogę do niego.
Podejmując współpracę ze mną, nie kupujesz eksperymentu. Kupujesz lata doświadczenia i gotowy system zapytań z Google, który od początku daje uporządkowany plan działania.
Co realnie kupujesz? System zapytań z Google.
Nie pojedyncze usługi z cennika. Jeden, spójny system, który składałem latami na realnych danych z tych kampanii. Składa się na niego kilka rzeczy — każda dopięta tak, żeby na końcu robiła jedno: realne zapytanie od inwestora.
Mapy Google i opinie, które budują wiarę
Przy „firma budowlana [miasto]” czy „remont mieszkania [miasto]” klient patrzy na opinie i zdjęcia. Poukładam wizytówkę tak, żebyś wyglądał na pewną, sprawdzoną firmę, nie przypadkową ekipę.
Reklamy na konkretne, opłacalne roboty
Reklamy w Google na to, na czym zarabiasz: budowa domu, remont pod klucz, elewacje – co tam wolisz – i tylko z Twojego rejonu. Bez przepalania na poszukiwaczy najtańszego fachowca z drugiego końca kraju.
Strona, która pokazuje, co potrafisz
Zdjęcia realizacji, krótko i konkretnie co robisz i gdzie, opinie i wyraźny sposób kontaktu. Tyle, żeby inwestor pomyślał „ci wyglądają na solidnych” i sięgnął po telefon.
Sprawdzanie, czy spływają realne zapytania
Liczę telefony i zapytania z formularza, nie kliknięcia. Widzę, która reklama przyniosła zlecenie na remont, a która tylko paliła kasę – i tę drugą gaszę.
Raport podany ludzkim językiem
Raz w miesiącu krótko: tyle na reklamy, tyle zapytań, jak zmienia się koszt zapytań. Bez tabel i wykresów.
To nie kilka osobnych usług. To jeden system, w którym każdy element wzmacnia pozostałe — i dlatego działa.
Sekret? Nie tylko nalewam wody. Łatam dziury.
Łatwo myśleć, że marketing to wlewanie wody do lejka — im więcej ruchu, tym więcej klientów. Tylko że lejek przecieka. Możesz dokładać do reklam i lać coraz więcej, a na dół i tak kapie ledwie kropla.
Dosypywanie pieniędzy do takiego lejka to wlewanie wody do dziurawego wiadra. Dlatego ja zaczynam od czego innego: najpierw zatykam dziury.
Co sprawdzam, zanim zwiększę budżet
- Intencję reklamy: czy trafia do osoby, która szuka tej usługi teraz i w Twojej okolicy.
- Wizytówkę i ofertę: czy od razu wyjaśniają, co robisz, gdzie działasz i dlaczego warto zadzwonić właśnie do Ciebie.
- Stronę na telefonie: czy numer, formularz i najważniejsze informacje są łatwe do znalezienia.
- Kontakt po zapytaniu: czy firma odbiera telefon i wraca do klienta wystarczająco szybko.
Każdy z tych punktów sprawdzam na danych konkretnej firmy. Dopiero potem decyduję, co poprawić i gdzie ma sens dokładać budżet.
Na tym polega mój system: pilnuję każdego etapu — od reklamy, przez wizytówkę i stronę, po to, czy klient w ogóle do Ciebie oddzwoni. Bo na koniec dnia liczy się jedno: czy Twój telefon dzwoni.
Jak sprawdzamy dane przed decyzją.
Najpierw ustalamy okres, źródło kontaktu i definicję wyniku. Dopiero wtedy porównujemy koszt, liczbę rozmów i jakość zapytań w konkretnej firmie.
Publiczny materiał nie zastępuje raportu z opisanym okresem i definicjami.
Ile czasu musisz mi dać? Pół godziny.
Dasz mi dostęp do strony czy wizytówki, krótki formularz w minutę. Potem 30 minut rozmowy – mówisz mi, jakie roboty są dla Ciebie najlepsze (domy, remonty, elewacje, podwykonawstwo), na jakim terenie działasz i jakich zleceń wolisz nie brać.
I tyle. Ty wracasz na budowę, ja siadam u siebie. Jak będę czegoś potrzebował – krótki SMS. Bez zawracania głowy.
Dlaczego możesz mi zaufać?
- Nie obiecuję klientów „od jutra” — tak kuszą tylko ci, co biorą kasę i nie dowożą. Umawiam się na 6 miesięcy, bo tyle uczciwie trzeba, żeby to zapracowało. Zaangażowanie poznasz po tym, jak długo ktoś chce z Tobą pracować — nie po obietnicach na już.
- Nie uczę się Twojej branży za Twoje pieniądze. Wiem, że inwestor najpierw sprawdza realizacje i opinie, a dopiero potem dzwoni – i pod to ustawiam wszystko.
- Pracuję na ustalonym zakresie i liczbach z kampanii. Chcę tego samego co Ty – pełnego kalendarza i porządnych zleceń.
- Mówię wprost, ile kosztuje moja praca. Zero ukrytych opłat, zero niespodzianek na fakturze.
Od czego zacząć marketing firmy budowlanej?
W firmie budowlanej marketing musi dowozić konkretne zapytania, a nie przypadkowy ruch. Najpierw trzeba pokazać zakres prac, zaufanie, realizacje i powód, dla którego klient ma zadzwonić właśnie do Ciebie.
Wszystkie artykuły z klastra firmy budowlanej
Tu zbieram poradniki o reklamie, opiniach, wyróżnieniu i pozyskiwaniu leadów dla firm budowlanych. Kategorie porządkują blog, ale to ta strona jest docelowym hubem SEO dla tego tematu.
Sprawdźmy, jak docierać do klientów szukających usług budowlanych.
Zostaw numer i wpisz adres strony albo wizytówki, jeśli masz. Zadzwonię, pogadamy chwilę i powiem prosto z mostu, co da się z tym zrobić. Bez ciśnienia i bez zobowiązań.
Wolisz od razu wybrać konkretną godzinę na rozmowę? Kliknij i zarezerwuj 15 minut →
Pytania, które pewnie masz
Ile to kosztuje?
Prosto: stała kwota miesięcznie za moją pracę, plus budżet, który w całości idzie do Google. Jak ktoś obiecuje Ci zlecenia za 500 zł – uciekaj. Konkretną kwotę podam po rozmowie, bo zależy od miasta i konkurencji.
Jak szybko będą zlecenia?
Termin zależy od miasta, budżetu, konkurencji oraz stanu strony i wizytówki. Na początku ustalamy, kiedy uczciwie ocenić pierwsze dane.
Muszę podpisać umowę na rok?
Umawiam się na minimum 6 miesięcy, bo potrzebujemy czasu na zebranie danych i ocenę kierunku. Tempo zależy od miasta, budżetu oraz stanu strony i wizytówki.
Muszę się na tym znać?
Nie. Ty masz budować. Pilnowanie, żeby spływały zapytania, to moja działka.
