Doprowadzę do tego, że Twój telefon zacznie dzwonić. Regularnie, dzień w dzień.
Koniec z przeplatanką, że w jednym tygodniu nie masz w co rąk włożyć, a w kolejnym podnośniki stoją puste. Zajmuję się tylko jedną rzeczą: ściąganiem klientów do warsztatów. Ty robisz swoje pod maską, ja dbam o to, żebyś miał dla kogo pracować.
Pogadajmy o moim warsztacie →Żadnych umów na rok. Żadnego lania wody. Pokazuję twarde liczby z kont reklamowych, a nie kolorowe prezentacje.
Wiem doskonale, jak wygląda Twój tydzień.
Raz urwanie głowy i telefony od rana do nocy, a za chwilę cisza i nerwowe patrzenie na kalendarz. Robisz dobrą robotę, znasz się na fachu, ludzie Cię polecają – a mechanik parę ulic dalej, który wcale nie jest lepszy od Ciebie, ma terminy zawalone na miesiąc w przód. Ty w tym czasie łapiesz przestoje.
Pewnie próbowałeś już marketingu. Ktoś robił pozycjonowanie, ktoś poklikał coś na Facebooku, ktoś inny wziął pięć tysięcy za stronę www. Każdy z nich obiecywał, że będziesz pierwszy w Google. I co? I nic. Zostałeś z fakturami do opłacenia, raportami, z których nic nie rozumiesz, i niesmakiem, że znowu dałeś się naciągnąć.
Wiem, jak to boli. I wiem, dlaczego tamci ludzie polegli.
Bo warsztat to nie jest sklep z butami.
Większość ludzi od marketingu wrzuca każdą firmę do jednego worka. Myślą, że warsztat prowadzi się tak samo jak sklep internetowy. Nie mają pojęcia o Twojej branży.
Przecież Twój klient nie będzie klikał po stronie, wypełniał formularzy i czekał dwóch dni na maila z wyceną. On ma problem tu i teraz. Coś mu strzeliło w zawieszeniu, auto stoi na awaryjnych albo zaraz kończy mu się przegląd. Taki człowiek bierze telefon do ręki i dzwoni. Często wpisuje po prostu „mechanik” i klika w pierwszy numer, jaki wyświetli mu się na mapie w okolicy. Jeśli tam Cię nie ma albo Twoja wizytówka wygląda na martwą – dzwoni do następnego.
Klasyczna agencja tego nie rozumie. Puszczą Ci reklamę na całe miasto na hasło „serwis samochodowy”, przepalą Twój budżet na ludzi, którzy mieszkają 40 kilometrów od Ciebie, a potem wyślą raport, że miałeś dużo „wyświetleń”. Tylko co Ci po wyświetleniach, skoro w kieszeni pusto?
Ja nie bawię się w wyświetlenia. Zaczynam od tego, żeby Twój telefon zaczął dzwonić.
A jest jeszcze coś, czego nie powie Ci żadna agencja.
Bo sami się do tego nie przyznają. Większość agencji w ogóle się nie specjalizuje. Dziś obsługują ogrodnika, jutro sklep internetowy, pojutrze psiego fryzjera. A to są zupełnie różne światy — w jednym robotę robi social media, w drugim newsletter, a u Ciebie dzwoniący telefon z wizytówki i reklam w Google.
Wierzę, że taka agencja się stara. Ale jest nieskuteczna z prostego powodu: zanim zbierze dane o tym, co u Ciebie naprawdę działa — a te dane są na wagę złota — mijają miesiące, czasem lata. Cały ten czas płacisz za ich naukę. I zwykle wcześniej kończy Ci się cierpliwość niż im pomysły.
U mnie tego problemu nie ma, bo te dane już mam.
Nie wierzysz, że da się to wiedzieć z góry? To prosta matematyka. Marketing to nie magia, tylko dane — wygrywa ten, kto ma ich więcej w Twojej branży. Ja te 150 tysięcy już przepaliłem, żeby wiedzieć, co działa. Ty dostajesz gotowy wynik, bez płacenia za moją drogę do niego.
Podejmując współpracę ze mną, nie kupujesz eksperymentu. Kupujesz lata doświadczenia i gotowy system telefonów z Google, który działa od pierwszego dnia.
Co realnie kupujesz? System telefonów z Google.
Nie pojedyncze usługi z cennika. Jeden, spójny system, który składałem latami na realnych danych z tych kampanii. Składa się na niego kilka rzeczy — każda dopięta tak, żeby na końcu robiła jedno: dzwoniący telefon.
Mapy Google, które ściągają ludzi z okolicy
Dla mechanika dobre miejsce w mapach to świętość. Poukładam Twoją wizytówkę tak, żeby ludzie z Twojej dzielnicy i okolic widzieli Cię jako pierwszy, pewny wybór.
Reklamy dla tych, którzy szukają mechanika na już
Ustawiam reklamy w Google tylko na konkretne hasła, np. „wymiana rozrządu [Twoja dzielnica]” albo „dobry elektryk [miasto]”. Trafiamy tylko do ludzi, którzy trzymają już w ręku kluczyki do auta i chcą jechać do warsztatu. Ani jedna złotówka nie pójdzie na przypadkowe kliknięcia.
Prosta strona, która zmusza do dzwonienia
Żadnych wielkich tekstów i zbędnych animacji. Strona ma dobrze działać na telefonie, pokazywać czarno na białym co robisz, gdzie jesteś i mieć wielki przycisk „Zadzwoń”.
Sprawdzanie, czy ludzie naprawdę dzwonią
Nie interesują mnie kliknięcia. Mierzę liczbę rzeczywistych połączeń. Dzięki temu wiem, która reklama przyniosła Ci klienta na wymianę sprzęgła, a która tylko marnowała pieniądze – i od razu gaszę te, które nie zarabiają.
Raport podany ludzkim językiem
Raz w miesiącu dzwonię lub piszę krótko: wydaliśmy tyle, telefon zadzwonił tyle razy, średnio klient kosztował nas tyle. Bez wykresów, tabel i gadania, na które nie masz czasu.
To nie kilka osobnych usług. To jeden system, w którym każdy element wzmacnia pozostałe — i dlatego działa.
Sekret? Nie tylko nalewam wody. Łatam dziury.
Większość myśli, że marketing to wlewanie wody do lejka — im więcej ruchu, tym więcej klientów. Tylko że lejek przecieka. Możesz dokładać do reklam i lać coraz więcej, a na dół i tak kapie ledwie kropla.
Dosypywanie pieniędzy do takiego lejka to wlewanie wody do dziurawego wiadra. Dlatego ja zaczynam od czego innego: najpierw zatykam dziury.
Przekonaj się na liczbach
- Budżet Google Ads 2 000 zł
- Wejścia na stronę 1 000
- Konwersja 2%
- Zapytania 20
- Koszt jednego zapytania 100 zł
- Budżet Google Ads 2 000 zł
- Wejścia na stronę 1 000
- Konwersja 4%
- Zapytania 40
- Koszt jednego zapytania 50 zł
Obie firmy płacą Google dokładnie tyle samo. Jedna ma 20 telefonów, druga 40 — i to dwa razy taniej za każdy. Cała różnica? Dziurawe wiadro.
Na tym polega mój system: pilnuję każdego etapu — od reklamy, przez wizytówkę i stronę, po to, czy klient w ogóle do Ciebie oddzwoni. Bo na koniec dnia liczy się jedno: czy Twój telefon dzwoni.
Nie obiecuję. Pokazuję jak jest.
To nie są obrazki z internetu ani wyliczenia wyssane z palca. Tak wyglądają realne wyniki jednego z warsztatów, które prowadzę. Surowy zrzut ekranu z systemu: liczba połączeń, wydana kasa i czysty zysk.
Tak wygląda codzienność na koncie reklamowym warsztatu. Liczby nie kłamią.
Ile czasu musisz mi dać? Pół godziny.
Dasz mi dostęp do tego, co masz – strony czy wizytówki. Służący do tego formularz wypełnisz w minutę. Potem siadamy na 30 minut na telefonie lub kawie. Muszę usłyszeć od Ciebie, na jakich naprawach zarabiasz najwięcej, a jakich aut wolałbyś nie oglądać na placu.
I to wszystko. Ty wracasz pod maskę robić swoją robotę, ja zamykam się u siebie i robię swoją. Jeśli będę potrzebował Twojej decyzji, dostaniesz krótkiego SMS-a. Nie będę zawracał Ci głowy bzdurami.
Dlaczego możesz mi zaufać?
- Nie obiecuję klientów „od jutra” — tak kuszą tylko ci, co biorą kasę i nie dowożą. Umawiam się na 6 miesięcy, bo tyle uczciwie trzeba, żeby to zapracowało. Zaangażowanie poznasz po tym, jak długo ktoś chce z Tobą pracować — nie po obietnicach na już.
- Nie będę uczył się Twojej branży za Twoje pieniądze. Przerobiłem już dziesiątki warsztatów i wiem, co tam działa, od pierwszego dnia.
- Rozliczam się z efektu. Interesuje mnie to samo, co Ciebie – żebyś miał pełne ręce roboty i zarabiał pieniądze.
- Mówię wprost, ile kosztuje moja praca. Zero ukrytych opłat, zero niespodzianek na fakturze.
Chcesz, żeby telefon w końcu zaczął dzwonić?
Zostaw swój numer i wpisz adres strony albo wizytówki, jeśli masz. Zadzwonię, pogadamy chwilę i powiem Ci prosto z mostu, co możemy z tym zrobić. Bez ciśnienia i bez żadnych zobowiązań.
Wolisz od razu wybrać konkretną godzinę na rozmowę? Kliknij i zarezerwuj 15 minut →
Pytania, które pewnie masz
Ile to kosztuje?
Powiem wprost: moja praca kosztuje stałą kwotę miesięcznie, do tego dokładasz budżet, który w całości idzie do Google na reklamy. Jeśli ktoś Ci mówi, że załatwi Ci klientów za 500 zł miesięcznie – uciekaj, bo albo kłamie, albo nie ma pojęcia o marketingu. Konkretną kwotę podam Ci po krótkiej rozmowie, bo wszystko zależy od tego, w jakim mieście działasz i jak dużą masz konkurencję za płotem.
Jak szybko będą z tego klienci?
Pierwsze telefony z reklam i map ruszają zazwyczaj w ciągu dwóch, trzech tygodni od momentu, kiedy usiądę do komputera. Cały system zaczyna działać na pełnych obrotach po około 2-3 miesiącach, kiedy zbierzemy pierwsze dane i odpowiednio go nastroimy.
Muszę podpisać umowę na rok?
Nie na rok — umawiam się na minimum 6 miesięcy. I zaraz powiem, dlaczego to gra na Twoją korzyść, nie moją. Jeśli ktoś obiecuje, że zaleje Cię klientami „od jutra” — uciekaj. To ten sam typ, co już raz wziął kasę i nie dowiózł efektów. Pierwsze telefony z reklam przyjdą szybko, ale żeby cały system rozkręcił się w pełni — wizytówka wysoko w mapach, opinie, pozycje w Google — potrzeba 2-3 miesięcy. I z każdym kolejnym miesiącem działa mocniej, bo zbieram dane i skaluję to, co generuje efekt. To trochę jak z posadzonym drzewem: nie zerwiesz owoców tydzień po wkopaniu, ale jak dasz mu czas, to owocuje co roku. Te 6 miesięcy to nie smycz — to uczciwe minimum, żeby było co oceniać. Czas tu pracuje dla Ciebie. A zaangażowanie agencji poznasz po tym, jak długo chce z Tobą pracować — kto szuka tylko szybkich strzałów, ten nie myśli o Twojej firmie na dłużej.
Muszę się na tym wszystkim znać?
Zupełnie nie. Ty masz dobrze naprawiać samochody i rzetelnie podchodzić do swoich klientów. Ja jestem od tego, żeby pilnować, żeby ci klienci ciągle do Ciebie trafiali. Każdy robi to, w czym jest najlepszy.
